Jedzenie w szkole a szkoła jedzenia

Wiek szkolny to okres bardzo intensywnego wzrostu i aktywności umysłowej. I jedno, i drugie wymaga dostarczenia najwyższej jakości "paliwa". Rosnący organizm potrzebuje białek, wapnia i mikroelementów, mózg domaga się paliwa w postaci węglowodanów, a poddawany sporym obciążeniom i stresom układ nerwowy bezwzględnie potrzebuje wsparcia kwasami omega-3. Tyle teoria. A jak to wygląda w praktyce?
Najgorszy szkolny obiad. Jest tak niewiarygodnie obrzydliwy, że aż trudno uwierzyć, że to mogło zostać postawione na stole. Trzy rodzaje bladożółtych balasków różnej wielkości i jaskrawoturkusowa paczka krakersów. Balaski największe nazywają się whole grain corn dogs i czymkolwiek by były, nie dałabym ich nawet psu. Wyglądają, zapewne nie bez przyczyny, jakby spreparowane zostały z mąki i ropy naftowej. Balaski nieco mniejsze to toter tots, czyli purée ziemniaczane w postaci kluch opiekanych w głębokim oleju. Na stół wjechały wpół zmrożone, niedosmażone, ale za to solidnie ociekające tłuszczem. Najmniejsze i najciemniejsze balaski to obślizgłe kawałki brzoskwini w cukrowym syropie. Słowa "smacznego" i "na zdrowie" zabrzmiałyby tu jak szyderstwo.

Najlepszy szkolny obiad. Biało-zielone fettuchine - cienkie wstążki makaronu ze szpinakiem - z pomidorami, sosem z bazylii i zieloną sałatą. Ten zestaw zajął pierwsze miejsce w ostatnim semestrze w głosowaniu internautów na blogu Jamiego Olivera, brytyjskiego kucharza celebryty, który od kilku lat prowadzi krucjatę przeciwko karmieniu dzieci fast foodami i tzw. śmieciowym jedzeniem. Zestaw poprzedni wygrał w kategorii "najgorsze szkolne danie".

Typowy szkolny obiad mojego syna. Zaintrygowana blogiem Olivera przez kilka kolejnych dni usiłowałam dociec, co jada w szkolnej stołówce na obiad moje dziecko. - Dziś była szara zupa... Dziś też szara zupa... Zimne kluski i sos, szary, no, szary sos... - zeznawał młody, pochłaniając wieczorem jajecznicę z czterech jajek, twarożek, pół słoika kwaszonych ogórków i jęcząc: - Głodny jestem, nie masz może czegoś do zjedzenia?

Podśmiewamy się z Amerykanów i Brytyjczyków karmiących dzieci hamburgerami, pizzą i fish and chips? A wiecie, czym żywią się zazwyczaj nasze chodzące do szkoły dzieci? Zespół badaczy z wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej pod kierunkiem prof. Aleksandry Łuszczyńskiej przebadał ponad 800 naszych uczniów szkół w wieku od 10 do 17 lat. Analogiczne badania przeprowadzono jednocześnie w Wielkiej Brytanii, Portugalii i Holandii. I co się okazało?

Otóż - przynajmniej na tle Europy - wypadamy bardzo słabo. Polskie dzieci mają najłatwiejszy dostęp do niezdrowej żywności i coraz częściej cierpią na nadwagę lub otyłość. Co gorsza, polscy rodzice często nie zdają sobie na ogół sprawy z tego, że ich dzieci są cokolwiek zbyt puszyste, a nadmiarowe kilogramy zazwyczaj tłumaczą tym, że dziecko jest po prostu "grubokościste" albo "mocnej budowy".

Zacznijmy od początku, czyli od śniadania

Śniadanie, drodzy państwo, jada trzech na pięciu uczniów. Nieco więcej niż połowa. Co z pozostałymi? Zapominają albo nie mają czasu. Niektórzy przyznają, że ze zdenerwowania tak ich boli brzuch, że i tak nie mają apetytu. Inni - czy raczej inne - "właśnie od dziś się odchudzają" i naiwnie im się wydaje, że najlepszą drogą do zrzucenia kilogramów jest pominięcie pierwszego posiłku. Ich zabiegani rodzice wlewają w siebie dwie filiżanki kawy, a młodzież wyskakuje z domu o przysłowiowym suchym pysku. A przecież jednym z niewielu pewników (wśród często zmieniających się dietetycznych reguł) jest to, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia. Daje energię do działania i wspomaga metabolizm, czyli przemianę materii. Kto nie zje śniadania, ten nie tylko będzie zmęczony i ospały przez cały dzień, ale również... utyje, bo jego organizm od rana otrzyma sygnał - idzie głodówka, oszczędzaj, odkładaj zapasy. Tymczasem co czwarty uczeń w Polsce nie jada śniadania, ponad połowa wybiega z domu, nie zabierając ani kanapki, ani nawet jabłka.

Mózg na głodzie

Obniżony poziom cukru we krwi podczas lekcji skutkuje ospałością, kłopotami z koncentracją, bólem głowy i - co tu kryć - gorszymi wynikami w nauce. A to pogłębia stres szkolny. Obiad zastępowany jest słodkim batonem lub drożdżówką, w starszych klasach popitą słodkim gazowanym napojem albo napojem energetyzującym, który ma dodać skrzydeł wyczerpanemu człowiekowi. W rezultacie skoro tylko po południu uczeń dotrze do domu, jest tak wygłodniały, że funduje sobie nadmiernie obfitą kolację, po której nie jest w stanie zasnąć, śpi niespokojnie, budzi się zmęczony i z bólem brzucha. Wobec czego następnego dnia znów nie je śniadania. Co piąty nastolatek jada tylko jeden (!) posiłek dziennie - z reguły późno podany obiad bez zupy, która wśród młodych ludzi nie cieszy się powodzeniem. I bez surówki oczywiście.

Najważniejsze pudełeczko w plecaku

Dlatego tak ważne jest wspólne celebrowanie dobrych, zdrowych i pożywnych śniadań, które zjada się w spokoju, całą rodziną. Naturalnym przedłużeniem takiego śniadania jest - naturalnie - wcale nie wciśnięta w garść pięciozłotówka (kup sobie coś na przerwie), tylko przemyślnie zapakowane pudełeczko ze śniadaniem. Może mieścić kanapkę, pokrojone na cząstki owoce i warzywa do przegryzienia i kilka orzeszków. Do tego butelka wody lub termokubek z herbatą owocową albo ziołową.

Czym skorupka

Kiedy zacząć na poważnie troszczyć się o to, co i jak jada dziecko? Odpowiedź jest oczywista - jak najwcześniej.

* Po pierwsze, chodzi o nawyki żywieniowe, czyli przyzwyczajenie do tego, co się jada. Smaki dzieciństwa najmocniej zapadają w pamięć.

* Po drugie, wydaje się, że istnieje związek między dietą niemowląt i maluchów a ich późniejszą inteligencją. Te, które w wieku sześciu miesięcy były karmione piersią, a później, do drugiego roku życia, wcinały zdrowe domowe pokarmy, mają w wieku 8 lat IQ średnio o 4 punkty wyższe niż rówieśnicy, którym pozwalano zajadać się ciastkami, chipsami i napojami gazowanymi. Z badań opublikowanych w "European Journal of Epidemiology" wynika, że największy wpływ na rozwój mózgu ma to, co dzieci jadają w pierwszym roku życia. Niezdrowe przekąski wprowadzane później szkodzą już "tylko" reszcie ciała.

Nie tylko chlebem

A teraz ciekawostka: jak wynika z prac norweskich dietetyków, którzy obserwowali blisko 10 tys. dzieciaków, ci z uczniów, którzy zmagali się z otyłością, jedli... zdrowiej niż ich szczupli koledzy. W ich diecie częściej pojawiał się niskotłuszczowy jogurt i sery, a także ryby, warzywa, owoce i ciemne pieczywo grubego przemiału. Ich szczupli rówieśnicy tymczasem folgowali sobie, pochłaniając hamburgery, hot dogi, pizzę, chipsy, ciacha i słodycze. I podczas gdy grubaski grzecznie piły soki owocowe, szczuplejsi wlewali w siebie przynajmniej puszkę lub i dwie napojów gazowanych. Co za niesprawiedliwość! Zaraz, zaraz... czyżby więc dietetycy przez cały czas wciskali nam kit?

Bynajmniej. Ważne jest bowiem nie tylko to, co się jada, ale i ile tego się je i w dodatku ile człowiek się rusza. Norweskie badania wykazały to czarno na białym - grubsi, mimo że jadali zdrowiej, byli dużo mniej aktywni fizycznie.

Uczysz dzieci, leczysz siebie

Na koniec dobra wiadomość. Poprawę nawyków żywieniowych dziecka trzeba rozpocząć... nie, wcale nie pierwszego dnia szkoły. Szanowni rodzice, naprawę dietę dziecka musicie zacząć od siebie! Nie ma co się łudzić, latorośle nie będą wcinać kaszy jaglanej z surówką i popijać zsiadłym mlekiem, podczas gdy wy w jednej garści trzymać będziecie odgrzaną pizzę, a w drugiej - puszkę coli. Znakomicie, czyż nie? W ten sposób, troszcząc się o błogostan potomstwa, niejako przy okazji podleczycie siebie.

Drugim poza grą na saksofonie najgorszym sposobem na marnowanie oddechu jest udzielanie porad synowi - mawiał amerykański komik Kim Hubbard. Trudno nie przyznać mu racji, ale po kilku latach bezskutecznych - wydawałoby się - tyrad o właściwym sposobie odżywiania i bezskutecznym - zdawałoby się - świeceniu przykładem moi synowie porzucili swoje dietetyczne grzeszki. Odwrócili się (sami! bez gadania!) od lukrowanych pączków, buł ociekających majonezem i słodkich serków. I zaczęli częstować się "moją" zieleniną i ciemnym chlebem. Ba! Przyrządzają sobie warzywa i kurczaka na parze.

10 wskazówek, jak prawidłowo karmić ucznia:

1. Dieta powinna być urozmaicona. Warzywa są zdrowe, ale tylko warzywa - już nie. Podobnie zresztą jak nabiał, mięso czy owoce.
2. Najlepsza dieta nie zapewni zdrowia, jeśli dziecko nie będzie się ruszać - przynajmniej przez godzinę dziennie.
3. Sześć-osiem razy dziennie należy podawać produkty zbożowe tzw. grubego przemiału.
4. Pięć razy dziennie - warzywa i owoce.
Najlepiej surowe lub gotowane na parze.
5. W okresie intensywnego wzrostu, a więc w wieku szkolnym, dziecko powinno dostarczać organizmowi solidną dawkę wapnia i wit. D3. Dziennie tyle, ile zawierają cztery (tak, cztery!) szklanki mleka.
6. Dla prawidłowego rozwoju kości niezbędne są również ryby, mięso i jaja - źródło białka, żelaza, cynku oraz witamin z grupy B. Białko, składniki mineralne i witaminy zawierają także nasiona roślin strączkowych i orzechy. Szczególnie godne polecenia są ryby - źródło niezbędnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych
7. Nie unikać tłuszczu, ale zwracać uwagę na jego rodzaj i pochodzenie. Większość tłuszczu w diecie powinna pochodzić z ryb, orzechów i tłuszczów roślinnych, takich jak np. olej rzepakowy, sojowy, słonecznikowy czy oliwa z oliwek.
8. Znacznie ograniczyć słodycze, unikać pustych kalorii, cukru.
9. Nie używać soli. Dzienną dawkę (5 g) młody człowiek zapewne i tak pochłonie pod postacią chleba (pieczywo jest u nas bardzo mocno solone).
10. Do picia (oprócz mleka i jogurtów) służy woda. Woda i tylko woda, niegazowana, niesłodzona. W żadnym razie soki. Zamiast soku marchwiowego o wiele zdrowiej schrupać marchewkę i popić ją wodą.

Głodny mózg nie jest głodny wiedzy

Mózg składa się w 60 proc. z tłuszczu. Nie z byle jakiego tłuszczu, tylko z wysokogatunkowych nienasyconych kwasów omega-3. To one budują osłonki komórek nerwowych, zapewniając im elastyczność i sprawiając, że włókna nerwowe stają się bardziej czułe na nadchodzące sygnały. Kiedy tego budulca braknie, mózg po prostu się psuje. Podobnie jak słabną kości, jeśli nasze pożywienie ma za mało wapnia albo gdy nie wystarcza nam witaminy D3.

Nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 poprawiają funkcjonowanie układu nerwowego, wzmacniają pamięć, zapobiegają spadkom nastroju i trudnościom w koncentracji. To nie czcze gadanie profesorów dietetyki. To fakt. Nie przypadkiem szczyt popytu na tuńczyka i łososia na wyspach brytyjskich przypada w maju - po prostu Anglicy chcą jak najlepiej wypaść podczas egzaminów dojrzałości!

Co jeszcze jeść dla wzmocnienia szarych komórek? Granatowe owoce. I ciemnozielone warzywa. Przeciwutleniacze w winogronach, czarnej porzeczce, szpinaku czy brokułach poprawiają pamięć i nie pozwalają łączyć się niezdrowym białkom w większe kompleksy uszkadzające tkanki mózgu. Z kolei deser z czarnych jagód czy aronii sprawia, że zatrzymuje się produkcja szkodliwego białka NF-kappaB, od którego zależy - w głównej mierze - starzenie się mózgu.

Co powinny jeść dzieci:

1-3 klasa
Tempo wzrostu i rozwoju dziecka jest podobne jak w przedszkolu.
I nie ma ono zasadniczo różnych potrzeb, poza tym, że oczywiście je nieco więcej. To już ostatni dzwonek na wyrabianie zdrowych przyzwyczajeń. Potem dzieci będą bardziej podatne na sugestie kolegów niż nasze pouczenia. Podajemy jak najczęściej warzywa, poza tym chude mięso i sery, nabiał, owoce. Przyzwyczajamy do jak najbardziej różnorodnej diety.

4-6 klasa
To okres bardzo intensywnego wzrostu, rozwoju zarówno fizycznego, jak i umysłowego.
Teraz dostarczenie właściwych składników zaczyna mieć kluczowe znaczenie - zupełnie jak podczas pierwszych dwóch lat życia dziecka. Młody człowiek ma duży apetyt, rzecz w tym, żeby się nie zapychał byle czym. Przede wszystkim trzeba pilnować odpowiedniej dawki wapnia (1500-2000 mg dziennie, czyli tyle, ile zawierają cztery szklanki mleka) i witaminy D3. Niedobór wapnia może odbić się i na wzroście, i na wytrzymałości szkieletu! A z kolei niedostatek niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych typu omega-3 utrudni rozwój mózgu i układu nerwowego.

Gimnazjum
W wieku 13-15 lat dziewczynki rozwijają się znacznie szybciej niż chłopcy.
Bardzo ważne jest więc, aby dostarczyć im przede wszystkim odpowiednią dawkę pełnowartościowego białka, wapnia, żelaza i witamin. To niełatwe zadanie, zwłaszcza, że na ten okres przypada również etap niemal obsesyjnej dbałości o wagę. Tym bardziej trzeba się starać, by pożywienie było jak najbardziej wartościowe i nawet przy ograniczonej kaloryczności zawierało wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Chłopcy w wieku gimnazjalnym zazwyczaj potrzebują z kolei pożywienia o większej niż dziewczynki kaloryczności, bo są bardziej aktywni ruchowo. Dzienna podaż kalorii dla chłopca powinna wynosić 2200-2600kcal, dla dziewczynki - 1600-2200kcal.

Jadłospis warto oprzeć o produkty pełnoziarniste, ciemnozielone i ciemnopomarańczowe warzywa; niskotłuszczowe produkty mleczne (mleko, jogurt, maślanka), ryby, jajka i chude mięso. Unikać żywności wysoko przetworzonej, fast foodów, słodyczy, wypieków cukierniczych. Najzdrowszym deserem dla nastolatka są niskotłuszczowe lody.

Młodzi, odwagi! - nowa akcja społeczna "Gazety Wyborczej" i CEO. Jak zachęcić młodych Polaków do zdrowego odżywiania i aktywnego trybu życia? Oto jest pytanie! Odpowiedzi będziemy szukać w ramach nowej akcji społecznej "Młodzi, odwagi!", organizowanej przez "Gazetę Wyborczą" i Centrum Edukacji Obywatelskiej. Przez cały rok szkolny będziemy namawiać uczniów, nauczycieli i rodziców do walki o "nieśmieciowe" szkolne sklepiki, zdrowe drugie śniadanie, więcej sportu na co dzień. Przed nami cykl artykułów i warsztaty, dzięki którym dowiecie się, jak łatwo zmienić tryb życia na zdrowszy i że mądra dieta to nie tylko sałata na talerzu. Nauczycie się, jak z etykiet na produktach spożywczych dowiedzieć się, czy są "warte grzechu", czy nie, i jak dbać o linię. Zapraszamy szkoły do udziału w akcji. Więcej przeczytacie na: Wyborcza.pl/mlodziodwagi i Ceo.org.pl/odwagi, (tam też znajdziecie formularz zgłoszeniowy dla szkół). Parterem akcji "Młodzi, odwagi!" jest ENEA.

Więcej o:
Komentarze (2)
Jedzenie w szkole a szkoła jedzenia
Zaloguj się
  • klara1086

    0

    Stołówka, catering, sklepik: ważne sa nawyki - co dziecko tam wybierze: badmumpl.blogspot.com/2012/09/poranny-problem.html

  • 3alfa.alfa

    Oceniono 2 razy 0

    Do tego może dojść po likwidacji szkolnych kuchni i przestawieniu się szkół na katering, do czego zmierzają POwcy

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX