Bąbelkologia

Nowy rok nadchodzi z przepisową prędkością 60 km/godz. A przynajmniej w takim tempie wylatuje w górę korek od szampana wypychany ciśnieniem blisko sześciu atmosfer, czyli takim, jakie panuje na głębokości 50 metrów pod wodą
Dzieje się tak dlatego, że oprócz trzech czwartych litra alkoholu, który mieści standardowa butelka, wtłoczone jest tam jeszcze dodatkowo 5 litrów dwutlenku węgla.

O ile napełnialiśmy kieliszek zgodnie z zaleceniami naukowców, mamy w nim materiał na blisko dwa miliony bąbelków. Żeby zbyt szybko się nie ulotniły, szampana nalewamy do wysokich i wąskich szklaneczek, tak by powierzchnia, którą styka się z powietrzem i przez którą ucieka gaz, była jak najmniejsza. Nie bez znaczenia jest również sam sposób rozlewania.

Najnowsza procedura opracowana tego lata przez zespół specjalistów z uniwersytetu w Reims zakłada, że trunek ten należy wlewać po skosie, by delikatnie spływał po ściankach naczynia. W żadnym wypadku nie pionowo w dół, jak zwykli robić to ci, którzy chcą osiągnąć efekt maksymalnego spienienia. I jeszcze jedno - kieliszek nie może być przesadnie czysty. W przeciwnym razie zabraknie w nim tzw. ośrodków kondensacji i mimo że dwutlenku węgla jest pod dostatkiem, nie urosną w ogóle żadne pęcherzyki. Dlatego lepiej nie myć szampanówek w zmywarce, lecz wypłukać je pod kranem i przetrzeć papierowym lub bawełnianym ręcznikiem, żeby na ściankach osiadły mikrowłókienka celulozy - one są znakomitym bąbelkotwórczym zanieczyszczeniem.

Skąd ta troska o bąbelki? Nie chodzi tylko o to, że wesoło buzują, nadają lekkości drinkom i miło pieszczą nasze kubeczki smakowe. Rzecz w tym, że oprócz dwutlenku węgla zawierają skoncentrowane zapachy owoców, drożdży, szafranu. Wydostając się na powierzchnię, pękają i uwalniają aromatyczną mgiełkę, która unosi się wprost do nosa pijącego i decyduje o wrażeniach.

Oczywiście, szampan najlepiej smakować na Księżycu - przy sześciokrotnie zmniejszonej grawitacji bąbelki urosną tam trzykrotnie większe. Jeszcze lepiej sprawa się ma na szczycie Mount Everestu - niskie ciśnienie sprawi, że objętość pojedynczego pęcherzyka gazu powiększy się tam aż czterokrotnie.

Ale zejdźmy na Ziemię. Czas na toast: "Na zdrowie!". I rzeczywiście: polifenole zawarte w szlachetnym trunku poprawiają stan naszych naczyń krwionośnych - zwiększają dostępność tlenku azotu, który zmniejsza ciśnienie krwi, poprawia krążenie i przeciwdziała tworzeniu się zakrzepów. Lampka szampana dostarcza nam też witamin z grupy B i C.

A co z niedopitymi resztkami? Ludowa mądrość głosi, że aby je uchronić od zwietrzenia, trzeba wsunąć do butelki srebrną łyżeczkę. Niestety, eksperymenty naukowców dowodzą, że z łyżeczką czy bez bąbelki uciekają z butelki trunku w tym samym tempie. Nic dziwnego - dwutlenek węgla jest cięższy od powietrza, więc już kilka minut po otwarciu flaszki sam otula powierzchnię cieczy ochronną kołderką, nie potrzeba mu żadnych dodatkowych zabezpieczeń w postaci magicznej łyżeczki czy innych zaślepek.

Chociaż, jak wynika z badań profesora Richarda Zare z Uniwersytetu Stanforda, łyżeczka też odgrywa pożyteczną rolę. Jaką? Otóż tak długo, jak pozostaje w szyjce butelki, nie sposób tej zatkać korkiem. A musujący trunek, który powtórnie zakorkujemy, traci na jakości bardziej niż stojący w otwartej butelce.

Dlaczego? Tego Zare nie wyjaśnia. Prawdopodobnie też nigdy nie wyjaśni, bowiem na przeszkodzie jego dociekań stanęły efekty kwantowe. Po pewnym czasie - pisze uczony - a dokładnie po zdegustowaniu dziesięciu butelek, zauważyliśmy pewnego rodzaju zmęczenie instrumentów pomiarowych, których czułość, a także zdolność do zapisywania wyników znacząco spadła. Z pewnością każdy słyszał, że zgodnie ze współczesną teorią kwantów obserwator wywiera wpływ na obserwowany obiekt. Profesor Richard Zare wyraża głębokie przekonanie, że miał do czynienia z "odwrotnym efektem Heisenberga", w którym to obiekt obserwowany wpłynął na obserwatora. Czego i państwu noworocznie życzę.

*Irena Cieślińska, pracuje w Centrum Nauki "Kopernik" w Warszawie. Niepoprawna miłośniczka węglowodanów złożonych. Pasja degustatorska zmusza ją poszukiwania coraz to nowych diet. Ostatnio biega, by móc jeść do woli, a nawet więcej.

Więcej o: