Łypanie okiem na wino

Czy można zrozumieć wino, zaczynając od architektury? Jeśli tą drogą przyjdzie nam w końcu ochota zbadać, co się kryje też w butelce, to dlaczego nie?
Budynki w winiarni były takie: dom w ruinie, z litego kamienia. Kran na podwórzu, robotnicy - to znaczy my - spali na strychu. Tylko tam nie śmierdziało stęchlizną i był przewiew. Jadalnią była w przyziemiu. Schodziło się po paru schodkach, w korytarzyku stała beczka - z niej można było czerpać wina do woli. No i budynek w głębi, gospodarczy, właściwa winiarnia; właściciel mówił - "moje château". Jeśli ktoś nie musiał, to tam nie zaglądał, ze strachu, że go zagonią do roboty. To było we Francji, dawno temu.

Nawet mi wtedy do głowy nie przyszło, że może być inaczej, piękniej. Jeszcze wino było mi dość obojętne. A przede wszystkim pojęcia nie miałem, że piwnica, że winiarnia może oznaczać co innego niż budyneczki sprzed wielu wieków, wynajęte od miasta, zakurzone, pokryte pajęczyną.

Wino można poznawać na wiele sposobów. Od środka, trochę przez przypadek, jak mnie się to zdarzyło; albo dlatego, że sprawia przyjemność, bo można się z winem urodzić, w tych lepszych krajach, które się nim opijają od maleńkości; ale można je poznawać w sposób poukładany, niemal naukowy, z jakiejś potrzeby. Niech to będzie nawet potrzeba towarzyska, żeby zaimponować dobrą butelka, żeby o niej opowiedzieć. Tak czy owak, opróżnianie butelek zawsze prowadzi do piwnicy. Potem do winnicy. A w każdym razie do podróży.

A to, co u jej kresu, zebrała w jednym tomie Kinga Baumann, zatytułowanym "Smak architektury": to album i esej jednocześnie. Przedstawia w nim współczesną europejską "architekturę winną" w jej najbardziej znaczących przejawach. Jej punkt wyjścia, pokazany w rozdziale "Gabinet osobliwości", to architektura skrajnie ekstrawagancka i krzykliwa. Bo taka właśnie jest, celowo niedopasowana do miejsca, kiedy budynek projektuje gwiazdor, Frank O. Gehry (ten sam, który stworzył m.in. Muzeum Guggenheima w Bilbao). Świat wina poznał go lepiej za sprawą budynku hotelowego Marqués de Riscal w Elciego. Kinga Baumann zauważa: "W jednym z wywiadów tutejsza sommeliere zdradziła, że część gości odwiedza hotel tylko po to, żeby zobaczyć projekt Gehry'ego, innych ciekawi ośrodek spa nagrodzony przez czasopismo 'Wallpaper' i tylko nieliczni motywowani są chęcią degustacji wina". Tak, tak, budynek może przesłonić wino, nawet jeśli teatrem wydarzeń jest Rioja - a co najdziwniejsze, nikt specjalnie z tego powodu nie płacze. Interes się kręci, a w tym przecież rzecz.

Cantina Vinicola, własność markiza Piero Antinoriego w miejscowości Bargino, dopiero powstająca i całkowicie ukryta pod ziemią budowla, to przeciwstawieństwo projektu Gehry'ego. Jedynym znakiem obecności piwnicy, hal produkcyjnych i centrum enoturystycznego będą wąskie szczeliny o ponad dwustumetrowej długości, z daleka wyglądające jak naturalne uskoki wzgórza. Właściciel mówi, że zamierza w ten sposób oddać hołd pejzażowi Toskanii. Więc nie dość, że budynek właściwie niewidoczny, to i materiały miejscowe, piaskowiec i drewno.

Rodzina Antinoriego handluje winem od dwudziestu sześciu pokoleń, przypomina Kinga Baumann, i stąd pewnie ta duma i pokora w jednym. Duma, bo Antinori idzie własną drogą (to właśnie on sprzedał pierwsze butelki supertoskanów, win rewolucyjnych, bo zamiast tradycyjnych szczepów Nebbiolo i Sangiovese użyto do ich produkcji Cabernetów - i które zmieniły pozycję włoskiego winiarstwa). Pokora, bo choć skala budowy Cantina Vinicola jest olbrzymia, to jednak bazuje na klasycznych materiałach - a na koniec niemal całkowicie znika.

Te wszystkie bodegi czy châteaux, sklasyfikowane w"Smaku architektury" Kingi Baumann to przecież nic innego, jak klaśnięcie w dłonie, żeby zwrócić na siebie: patrzcie na moją hawirę i łyknijcie mojego wina. Tak, jest w tym maczystowskie prężenie piersi, jest w tym odruch pierwotny, owo "ja jestem najpotężniejszy", albo, na drugim biegunie, "moje wino najlepsze, moja filozofia najbliższa natury".

Pewnie, może się wydawać dziwne, żeby zrozumieć wino, zaczynając od architektury. Ale - po namyśle - czemu nie? Jeśli ta droga jest skuteczna, jeśli przyjdzie nam w końcu ochota zbadać, co się kryje w budynku, w beczce, w butelce; jeśli od patrzenia przyjdzie ochota na picie? Pod książkę, która zawiera tak urozmaicone składniki trudno będzie dobrać jedno wino. Jeśli wam odpowiada przyciężkawy Frank O. Gehry, który gwałci pejzaż jak brankę, puszy się srebrną blachą i dorabia do tego puszenia jakąś bajkę (wy możecie osądzać go inaczej) - za jego zdrowie dobra będzie rioja, niech to nawet będzie Marqués de Riscal 2000Gran Reserva, na cześć hotelu; nie bardzo tanie to wino, ale Gehry też drogi. Jeśli, jak ja, stoicie raczej po stronie markiza Antinoriego, czy też raczej jego filozofii architektury - koniecznie Sassicaia. Choć w tym przypadku lepiej poczekać na sponsora albo nagły przypływ gotówki; więc na razie sobie poczekam, wypiję butelkę gewurztraminera z Colmaru (tylko to mi w domu zostało), za Kingę Baumann i jej robotę. Ta książka powinna się znaleźć w każdym sklepie z winem.

Kinga Baumann, Wine Culture Architecture / Smak architektury, Fundacja Architektów 2010

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE