Dieta na wiosnę

Nadchodzi wiosna, więc powoli odkopuję w szafie lżejsze ciuchy. Trochę zawsze się boję, czy moja ulubiona krótka spódnica się dopnie.
Szczególnie, odkąd schudłam 12 kg w 2009 r., panicznie się boję przytyć. Ale dziś rano zrobiłam test i... spódnica się dopięła. Lekko ciśnie, jak to po zimie, ale na pewno w ciągu najbliższych tygodni waga mi spadnie o 2-3 kg, a spódnica będzie w sam raz.

Wiosna to najlepszy czas na odchudzenie. Więcej słońca i dłuższe dni sprzyjają sportom na świeżym powietrzu, w sklepach pojawiają się nowalijki. No i jest Wielki Post, co niektórych skłania do rachunku sumienia także wobec grzechów żywieniowych. Do wakacji dwa miesiące - wystarczająco dużo czasu, by w bezpieczny sposób zrzucić do 6-7 kg. Zatem jeśli świąteczne i karnawałowe szaleństwa poszły nam w "boczki", bierzmy się do dzieła!

1. Koniec ze słodyczami. Słodycze to wpadka numer 1 dla tych, co chcą się odchudzać, najtrudniej ich sobie odmówić. Jest na nie jednak sposób, z którego sama korzystałam, kiedy zaczęłam się odchudzać w ramach akcji "Polacy, odwagi!". Co zrobiłam? Pozbyłam się wszelkich słodkości z domu. Ponoć detoks po rzuceniu słodyczy trwa ok. 2 tygodni. Potem już tak bardzo ślinka na ich widok nie cieknie. Warto spróbować.

2. Więcej warzyw i owoców. Sałata z duszoną cukinią, pomidorkami cherry i prażonymi migdałami. Mniam! Pieczona papryka w sosie z octu balsamicznego z dodatkiem miodu. Mmmm! Zupa pomidorowa, albo nie, zupa krem z zielonego groszku. Pycha! A świeżo wyciskane soki z jabłka, pietruszki, marchewki z plasterkiem imbiru - no brak mi słów. Takie warzywne fantazje nachodzą mnie najczęściej podczas długich wieczornych biegów (przygotowuję się do półmaratonu). Dobiegam do drzwi, wpadam do kuchni, migiem montuję sokowirówkę i z dolnej szuflady lodówki wyciągam, co się da. Za chwilę piję pyszny koktajl z witamin. Nie masz jeszcze sokowirówki? Kupuj natychmiast! I tak planuj posiłki, żeby jeść warzywa i owoce do każdego posiłku.

3. Dieta nie oznacza, że masz się głodzić. Przeciwnie. Jedz więcej, ale zdrowsze i mniej kaloryczne produkty. Mniejsze porcje, za to częściej. Ja jem 5 posiłków co ok. trzy godziny. Np. na śniadanie musli z chudym mlekiem. Na drugie śniadanie kanapka na ciemnym pieczywie pełnoziarnistym z pomidorem. Na obiad duszone warzywa z kaszą. Na podwieczorek surowe warzywa maczane w humusie z cieciorki albo suszone owoce. Na kolację sałatkę z tuńczykiem albo zupę.

Przeżuwaj wolno i najlepiej nie oglądaj w tym czasie telewizji ani nie czytaj. Jak jesz, to jedz. Skoncentruj się na tym.

4. Sport, sport i jeszcze raz sport. Żadna dieta nie zdziała tyle cudów, co ruch - nie tylko nadaje ciału sprężystości, ale jeszcze powoduje wydzielanie endorfin, co uszczęśliwia i dodaje energii. Po dwóch miesiącach regularnych treningów na pewno zauważymy zmiany (np. pojawi się na ramionach dawno nie widziany mięsień triceps), a wskazówka na wadze pójdzie w dół. Praca nad mięśniami sprawi też, że poprawi nam się metabolizm. Wiem to. Kiedy zimą przez ponad miesiąc przez grypę nie uprawiałam sportu, utyłam pół kilo. Jeszcze kilka lat temu miałabym po chorobie 2 kg do przodu. Ale teraz wszelkie nadwyżki kaloryczne spalają moje rozbudowane w ostatnich dwóch latach mięśnie.

To co i jak robić? Znajdź swój ulubiony sport i ćwicz przynajmniej trzy razy w tygodniu po godzinie na tyle intensywnie, by mieć lekką zadyszkę. Ja lubię zmienność - raz w tygodniu chodzę na siłownię lub na aerobik, raz na nordic walking i przynajmniej raz w tygodniu biegam.

5. Zdarzyło ci się ulec i zjeść kosteczkę czekolady? Pół tabliczki? Trudno. Zdecydowana większość ludzi zalicza podczas odchudzania wpadki. Nie łam się i Boże broń - nie rzucaj diety! Ani też nie podejmuj głodówek za karę. Następny posiłek zjedz tak jakby nigdy nic. Tego dnia pójdź tylko na dłuższy spacer, albo zrób dodatkową serię brzuszków, oglądając film wieczorem. Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy słabości. Ale mamy też ogromny potencjał w sobie. I zdolność podejmowania walki od nowa. Dasz radę!