Wędlina pod lupą

Gdy kupujesz wędlinę, powąchaj ją, obejrzyj, poproś o kawałek do spróbowania i przeczytaj informacje na opakowaniu, w tym datę ważności - radzą eksperci, którzy oceniali produkty w konkursie ?Doceń polskie?
Jest 6 kwietnia, godzina 13, hotel Swing w Krakowie. Na dużym stole - białe obrusy, deski do krojenia, noże, talerzyki i sztućce. Obok komplety jednorazowych rękawiczek, papierowe ręczniki i pojemniki na niewykorzystane próbki. Ubrani w białe kitle eksperci znaku "Doceń polskie" przez kilka godzin oceniać będą wyroby mięsne, wędliniarskie i garmażeryjne z całej Polski zgłoszone do pierwszej edycji programu "Doceń polskie". To wbrew pozorom trudna i czasochłonna praca. Czy oceniając w skali od 1 do 10 smak, wygląd oraz relację ceny do jakości, uda się wybrać najlepsze produkty?

Eksperci, którym przewodniczy Mirek Drewniak, szef kuchni, członek Fundacji Klubu Szefów Kuchni i autor książek kulinarnych, są gotowi do pracy. Pod noże trafiają pierwsze produkty - pasztet, smalec i mielonki z małego, lokalnego przedsiębiorstwa. Członkowie jury otwierają opakowania, czytają informacje, kroją produkty. Testują zmysłami - oglądają, dotykają, wąchają, smakują zgłoszone produkty, a na koniec wystawiają oceny. Pomieszczenie, w którym odbywają się obrady, wypełniają kolejne produkty i zapachy, a oceniający wymieniają się pierwszymi opiniami. Ich wiedza jest imponująca. Bez trudu rozpoznają pochodzenie użytego do produkcji mięsa, wykorzystane technologie produkcji, dodatki. - Ten chudy boczek na pewno został sprowadzony z Danii, polskie mięso charakteryzuje się innym przerostem tłuszczu. Wynika to ze sposobu hodowli i żywienia żywca wieprzowego - stwierdza na widok jednego z produktów Grzegorz Bieniek z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego. - Nie bójmy się charakterystycznego dla polskich wędlin białego tłuszczyku. To on jest nośnikiem smaku i sporo w nim składników odżywczych. Ze względu na zdrowie nie można go jeść za dużo, ale jakość i smak są bardzo dobre - dodaje Celina Helbik reprezentująca Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Jarosław Kujawa z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi zwraca uwagę, że niektóre wędliny "płaczą" przy przekrawaniu, pojawia się sporo wody. - Takie mięso albo zostało za mocno nastrzyknięte (ten zabieg wykorzystują nieuczciwi producenci do zwiększenia masy mięsa), albo było za krótko masowane. I tłumaczy: - Aby mięśnie stały się kruche, mięso umieszcza się w maszynie przypominającej bęben pralki albo betoniarkę. Produkty są w niej "masowane", obijając się o siebie przez kilka godzin - wyjaśnia. Jednak gdy do oceny trafia karczek, informacja o masowaniu szybko jest uzupełniona. - W karczku jest sporo błon i ścięgien, przygotowywany jest też w wyższej temperaturze, więc to mięso może mieć trochę więcej wody - mówi Mirek Drewniak. Po kilku godzinach pracy nad wędlinami przychodzi pora na ocenę produktów garmażeryjnych wytwarzanych w zakładach mięsnych. Śledzie, sałatki, krokiety i pierogi przełamują smak ocenianych dotychczas produktów, co wprawia komisję w dobry nastrój. - Dobrze, że do programu zgłoszone też zostały bezmięsne produkty związane ze świętami wielkanocnymi. Być może kolejną edycję poszerzymy o inne warte wyróżnienia polskie produkty - wyroby cukiernicze, nabiał, miody czy nalewki? - zastanawiają się jurorzy.

Kilka gatunków pierogów później na stole znowu pojawiają się wędliny - tym razem wędzone. Jurorzy bez trudu rozpoznają, które z nich przygotowane były sposobem tradycyjnym, a które z użyciem syntetycznego preparatu o zapachu dymu wędzarniczego. Te drugie mają ich zdaniem coś z zapachu wędzonych ryb. Oceniając kabanosy, radzą zaś, by przyłożyć je do ucha, sprawdzając, czy przy łamaniu laski słychać charakterystyczny dla niezmielonych przypraw i całych kawałków mięsa dźwięk "pyk!". - Bo kabanosy i kiełbasy myśliwskie powinny zawierać też duże kawałki przypraw - dodaje Mirek Drewniak.

Kiełbasy szynkowe, zgłoszone do certyfikacji, są wysoko oceniane. Jurorzy z sentymentem opowiadają o podobieństwie ich smaku do wędlin z czasów PRL, które (choć było ich mało i głównie były niedostępne), to jednak miały naturalny smak i zawierały mniej środków chemicznych od tych produkowanych dzisiaj. Prawdziwymi gwiazdami okazują się jednak wędliny surowe. Polędwice, które zdaniem przewodniczącego jury obronią się nawet w restauracyjnym menu, podane jako carpaccio z oliwą z oliwek i parmezanem, czy niedroga ogonówka przypominająca jego zdaniem podsuszane wędliny włoskie.

Celina Helbik szczegółowo analizuje skład produktów. Opisując kiełbasę drobiową, mówi: - Nie każde "E" z numerkiem to substancja groźna dla zdrowia. Jako "E" oznaczane są również sól czy cukier. Są też takie dodatki, które są dopuszczalne w małych ilościach i nie szkodzą - mówi. Najniebezpieczniejsze dodatki to barwniki i substancje słodzące (np. aspartam) - krótko podsumowuje Jarosław Kujawa (uwaga! Na www.wyborcza.pl znajdziesz tekst Ireny Cieślińskiej o dodatkach "E". Do wyszukiwarki wpisz "co siedzi w jedzeniu irena cieślińska". Polecamy!).Po ocenie wszystkich produktów organizatorzy zliczają zebrane punkty i zwycięzcom przyznają godło "Doceń polskie". Skąd pomysł na projekt, wyjaśnia Celina Helbik: - Nagradzamy produkty dobrej jakości, które wzbudzają nasze zaufanie. Wskazując je, chcemy ułatwić kupującym wybór. Niestety, dziś łatwo jest dać się zmylić - lady sklepowe są podświetlane specjalnym światłem, by prezentowane wędliny wyglądały jak najlepiej. A do ręki dostajemy wędliny zapakowane już w papier czy folię. Nie zawsze jest to możliwe, ale na zakupach warto, tak jak my robiliśmy to przy ocenie, obejrzeć wędlinę z bliska i jej dotknąć, powąchać, przeczytać informacje na opakowaniu, znaleźć datę ważności. Sprawdzić, czy są w niej całe kawałki mięsa i przyprawy. Ocenić, czy jest naturalnie wędzona czy barwiona, dokładnie przyglądając się jej kolorowi. Prawidłowe są odcienie od jasnego do ciemnego brązu. Należy unikać wędlin czarnych, wiśniowych, bardzo jasnych, czy nawet żółtych - ostrzega. Mirek Drewniak zaś dodaje: - Jeśli wędlina jest zawiązana sznurkiem, można obejrzeć jego kolor czy ślad, jaki znajduje się pod nim - jeśli mięso ma pod nim zupełnie inną barwę, to znaczy, że było farbowane.- Jakość zgłoszonych do programu produktów była zróżnicowana. Niektóre miały naprawdę wysoką jakość i standard, a przy tym ceny sugerowane przez producenta były bardzo przystępne - podsumowuje Celina Helbik. - Każdy z nas, jurorów, chętnie kupiłby nagrodzone produkty. Tym producentom, którzy nie do końca spełnili nasze oczekiwania, też gratulujemy: zgłosili się do wersyfikacji, nie bali się ocen i porównań. Uważam, że nasze produkty mięsne są najlepsze w całej Unii Europejskiej. Warto zwracać uwagę na to, co kupujemy: białko zwierzęce jest głównym budulcem naszego organizmu, najlepiej je przyswajamy. Miejmy więc nadzieję, że logo "Doceń polskie" okaże się wyróżnikiem prawdziwej jakości.

POPULARNE
NAJNOWSZE
Komentarze (3)
Wędlina pod lupą
Zaloguj się
  • Gość: Yanecitaa

    0

    "ani to gĹ?upie, ani nielogiczne, ani nuniortfene,tylko groĹşne... Bo pokazuje, jak elity gardzÄ? ludĹşmi, ktf3rzy sÄ? gorzej sytuowani materialnie... Ĺťe najchÄ?tniej pozbawiliby ich moĹźliwoĹ?ci posiadania potomstwa..."PomysĹ?y na depopulacjÄ? w skali globalnej, teĹź nie rodzÄ? siÄ? w gĹ?owach zwykĹ?ych ludzi, ale wĹ?aĹ?nie owych "elit" i skierowane sÄ? przeciw tym "gorszym" jednostkom, czyli biedakom. Wg tych elit, biedacy sÄ? "nieproduktywni" i tylko oddziaĹ?ywujÄ? na Ĺ?rodowisko jako szkodnicy zuĹźywajÄ?cy deficytowe surowce i wydalajÄ?cy "szkodliwy" CO2. Takie traktowanie biednych, szczegf3lnie z Afryki, jest widoczne w wieluprogramach powstajÄ?cych przy udziale wielu miÄ?dzynarodowych organizacji.PamiÄ?tam, jak tu na S24, przy okazji jakiejĹ? dyskusji o Afryce, jeden z dyskutantf3w caĹ?kiem powaĹźnie napisaĹ?, Ĺźe ratowanie Ĺźycia dziecka w cywilizacyjnie rozwiniÄ?tej np. Szwecji jest o wiele bardziej sensowne, niĹź w jakimĹ? paĹ?stwie strefy Subsaharyjskiej, bo wg tego dyskutanta, jest duĹźo wiÄ?ksza szansa, Ĺźe przyniesie on ludzkoĹ?ci duĹźo wiÄ?ksze korzyĹ?ci niĹź dziecko biedakf3w z Afryki.Takie myĹ?lenie jak widaÄ? nie jest odosobnione.

  • Gość: mała_bogini

    0

    no chyba ze kupujemy z witryny , a chyba tak sie głównie kupuje wedline teraz . i problem jest - bo nie powąchasz i nie sprawdzisz składu . ale pare rad ok , np te ze nie wszystko co ma E zabija na śmierc :D

  • calidris

    0

    Naprawdę, jeśli ludziom trzeba mówić o tym, że powinni patrzeć na datę ważności, to zasługują na to żeby się struć.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX